Mientras tanto Arte seguia buscando al Nepomuceno..finalmente encontró la capillita en forma de un nicho en la pared muy cerca del riachuelo rebelde, que suele azotar el pueblo inundandose. Una talla muy linda pero colocada detras de un vidrio, lo cual dificultaba la toma de foto.
W końcu już mocno spragnione kawy zaczęłyśmy rozglądać się za czerwonym tramwajem.
I jest ! W 1911 roku w Tarnowie , w Krakowie i Lwowie pokazały się elektryczne tramwaje. Tarnowskie tramwaje były czerwone i nazywano je biedronkami. W 1942 roku zostały zlikwidowane przez Niemców.. W 2012 roku tramwaj powrócił na ulicę tarnowską, wiele w nim części oryginalnych a brakująca reszta została wiernie zrekonstruowana, w tramwaju młody właściciel ulokował przytulną kawiarenkę "Cafe Tramwaj".
Llegó el tiempo de dar con el tranvía rojo. En el pasado, desde el año 1911 en la ciudad circulaban los tranvias, fueron de color rojo y la gente les puso el sobrenombre de mariquitas . En el año 1942 durante la Segunda Guerra Mundial los ocupantes alemanes los han eliminado, en el 2012 un joven se ocupó de reconstruir uno de ellos y adaptarlo para un acogedor café...Café Tranvia.

Po kawie zrobiło nam się cieplej i energii przybyło , wybrałyśmy się na spacer po mieście
El café nos repuso, salimos a recorrer la ciudad.
La plaza central de Tarnow
Ratusz, który moim teleobiektywem nie sposób było objąć w całości. Jego początki siegają XV wieku i jest uważany z jeden z najpięknięjszych ratuszy w Polsce
El ayuntamiento, data del siglo XV..es considerado como uno de los mas bellos de Polonia.
Bazylika katedralna pw. Narodzenia NMP, kościół gotycki, którego początki sięgają roku 1330. moją uwagę zwróciły drzwi wykonane z brązu, zainstalowano je w 1985 roku, przedstawiają sceny o tematyce maryjnej. Wiele we wnętrzu katedry historii i pięknych dzieł sakralnych ale niestety to był czas mszy niedzielnej.
La Catedral de Tarnow es dedicada al Nacimiento de la Virgen Maria. La iglesia gótica. sus inicios llegan al año 1330. Me llamó la atención la puerta ricamente tallada , presenta las escenas de la vida de Virgen. En el interior se encientran verdaderas obras de arte...pero en el momento de nuestra visita se realizaba una misa.
Z Tarnowa do Zalipia...około 30 km ...dróżkami, trochę kluczenia i wreszcie przedsmak tego co na nas czekało.
De Tarnów a Zalipie..30km...caminos y caminitos y de repente el crucifijo que vislumbró que nos esperaba al llegar a Zalipie
Jeszcze trochę drogi całkiem ładnej trochę nostalgicznej.
Pero nos esperaba un poco mas de caminos, caminos con aire de nostalgia
i już jesteśmy...nostalgia gdzieś umknęła i pozostała tylko kolorowa ekscytacja.
Zalipie to dość rozległa wioska, która zdobyła sławę swoim zwyczajem ozdabiania chat i domów malunkami kwiatowymi, ta tradycja sięga końca XIX, wieku, robiły to gospodynie by ozdobić swoje osmolone dymem wnętrza chat a potem malunki wyszły tez na ściany zewnętrzna...najsławniejszą malarką była Felicja Curyłowa, (1904-1974). Jej zagroda jest muzeum i jest filią Tarnowskiego Muzeum Etnograficznego.
y llegamos... nostalgia desapareció y comenzó una excitación originada por el inusual sitio.
Zalipie ..una aldea que ganó la fama por sus costumbres de adornar las casas. La tradición nació a finales del siglo XIX, en aquel entonces las mujeres viendo las paredes de sus viviendas oscurecidas por el humo de los fogones comenzarom pintar en ellas flores, con tiempo estas pinturas salieron a los exterioes de las casas y a todos sitios aptos para semejante decoración
La mas famosa pintora fue Felicja Curylowa (1904-1974), hoy si casa es considerada como filial del Múseo Etnográfico de Tarnow.
Zdjęcie z internetu
Do wioski wjechałyśmy od strony kościoła.
Entramos al pueblo del lado de la iglesia.
Wiedziałyśmy, że kościół też został ukwiecony.
La iglesia no se salvó de ser adornada de los diseños florales.
Kapliczka św. Błażeja
La capilla de San Blas
a w niej szaty liturgiczne też całe w kwiatach
en ella las vestimentas liturgucs todas bordadas de flores.
Czas na zwiedzenie wioski...
Llegó el tiempo de dar vueltas por la aldea.
Ten dom zwrócil naszą uwagę nie tylko malunkami ale tez niezwykle okazałym krzewem ognika, który dodatkowo dodawał koloru domostwu.
Esta casa me llamó la atención..no solo por las pinturas sino tambíén por el arbusto cubierto de fruticas anaranjadas.
Ale...patrząc na ten dom coś mi zaczęło świtać w głowie.
Mirando la casa comencé recordar algo..
Świtało i świtało, i nagle zaświtało, a zaświtało bo nagle usłyszałam...proszę, proszę zapraszam do środka....
Mi memoria comenzó a trabajar...cuando de repente oí!... entren entren...entren a mi casa!
W 2009 roku jadąc do Krakowa wymusiłam na mężu wizytę w Zalipiu, nie było nawigacji i trochę trwało zanim dotarliśmy do wioski, wtedy jeszcze nie była ona aż taka sławna. W pewnym momencie stanęliśmy przed jednym z domów dość dokładnie pokrytym malowidłami kwiatowymi, byla też pomalowana cała zagroda i wszystko co tylko można było ozdobić, wtedy tak jak teraz rozległo się...proszę, proszę...zapraszam do domu
To ona, to ta pani, która nas zaprosiła do swego domu, pokazała jego wnętrze cale w kwiatkach i w czasie naszej wizyty popatrzyła na zęby mego męża i zapytała czy to własne zęby czy to proteza, on jak każdy południowiec ma zęby ...no wiadomo jakie, bynajmniej nie protezowe, nie uwierzyła, więc małżonek mój pozwolił jej by sprawdziła swoją rączką czy są sztuczne.
To pani Danusia, już celebrytka Zalipia, wszystkich zaprasza do siebie, a skoro teraz wioskę odwiedzają też zagraniczni turyści więc ich także gości u siebie.
Kiedy tylko przekroczyłam próg jej mieszkania szybko założyła czerwone korale i pomalowaną w kwiatuszki czapeczkę.
En 2009 viajé con mi esposo a Cracovia, recordé que no lejos de la vía se encuentra el pueblo de Zalipie, asi que lo visitamos...y en ese entonces frente de una casa oimos..."entren , entren por favor".. Entramos y asi conocimos la simpática propietaria de casa totalmente pintada por ella de flores. ... esta vez la historia se repitió.
Se llama Danusia y ya es una celebridad de Zalipie, la visitan muchos de los turistas que vienen a la aldea incluyendo los extranjeros que ya saben de este pueblo tan inusual.
A to zdjęcia z 2009 roku
Esas son las fotos de la visita en el año 2009.
Wtedy Pani Danusia posadziła mego męża na pomalowanym sedesie..i kazała to uwiecznić.
En ese entonces la Señora Danusia sentó a mi esposo en la floreada poceta y me pidió que timará la foto. Lo hice...
tu wśród japońskich turystek
Aqui rodeada por los turistas de Japon.
Zostałyśmy poczęstowane smacznymi domowymi ciasteczkami i ruszyłyśmy na wieś.
Ta chata była wyjątkowo piękna.
Nos despedimos y seguimos con el paseo. Nos encantó esta, muy añeja casa...sin cambios en su autentica, centenaria apariencia.
Dom Malarek - pełni rolę domu kultury i zajmuje się promocją wsi, obiekt warty zobaczenia ale był zamknięty przez pandemię, niemniej po otoczeniu można było sobie pospacerować.
Casa de la Cultura llamada Casa de las Pintoras fue el siguiente sitio de parada...cerrada por la pandemia pero su impresionante jardin se pudo visitar. .
Ruszyłyśmy dalej, ten domek też śliczny, pan na nasz widok zachęcił do robienia zdjęć..
Seguimos, frente a esta casa nos detuvimos, el señor muy mablmente nos permitió tomar las fotos.
Miał cudowną hodowlę drobiu.
En su patio jugeteaban lindas aves domésticas.
Un crucifijo fuera de serie...
Śliczna chata strzechą kryta w sąsiedztwie zagrody Felicji Curyłowej.
Otra de las casas centenarias, esta con el techo de paja.
i jej zagroda...wnętrze też zamknięte przez pandemię ale po obejściu można było sobie pochodzić.
La casa de Felicja Curylowa, ahora el museo..cerrado por pandemia pero se pudo visitar esteriores de su granja con todos los establecimietos.
Jedyne sztuczne kwiaty, które akceptuję a nawet się zachwycam...ludowe z bibułki.
Las únicas flores srtificiales que me gustan son estas, hechas de papel de seda y realizadas por los campesinos de antes.
Ta ściana domu Curyłowej dla mnie jest majstersztykiem ludowego rękodzieła.
Esta pared de la casa de Felicja Curylowa me parece una obra de arte popular..
a świat wokół był dalej czarno-biały
El mundo fuera de Zalipie seguía en blanco y negro....
No i koniec naszej grudniowej przygody..zostałam odstawiona do Radomia pod stację kolejową i wieczorem znalazłam się w Warszawie,