poniedziałek, 20 maja 2013

La Bravera... po raz drugi.....La Bravera ..por segunda vez

               Po raz drugi wybraliśmy się w niecały tydzień po pierwszej  tam wizycie. Nadarzyła się świetna okazja...Dzień Matki , który w Wenezueli obchodzi się zawsze w drugą niedzielę maja. Wybraliśmy się bardzo wcześnie, baliśmy się, że ostatnie 18  km trudnej drogi w czasie ostatnich opadów będzie nie do przebycia . Ale dzień był słoneczny i nie było tak źle. Stanęliśmy przy stawku, gdzieś w połowie drogi tego ostatniego, trudnego odcinka ,  pięknie położonym w jego najwyższym punkcie. W środku wyspa, która  rozbrzmiewała porannym koncertem ptaków. Postanowiłam spędzić dzień bez ganiania za nimi, ale nie tak całkiem mi się to udało.

                 
              Por segunda vez salimos a la Bravera menos de una semana despues de la primera vez. 
El Dia de la Madre, que se celebra en Venezuela el segundo domingo de Mayo, fue una oportunidad imperdible.Salimos muy temprano por la mañana, pensando que el ultimo pedazo de la carretera despues de varios dias de lluvia seria dificil de pasar, pero el dia amanecio soleado y no fue tan tragico. Hicimos una parada   al lado del lago, mas o menos en la mitad de la  ultima parte de los 18 km dificiles,  en el punto mas alto de esta zona y rodeado de increibles vistas. En su centro una islita que a esta hora de la mañana sonaba con los cantos de los pajaros. Aunque hice la promesa de no perseguir las aves este dia , no cumpli estrictamente con este proposito.










No bo jak nie  dać się uwieść takiej czapli!?
Como no romper esta promesa al ver esta garza!


albo temu spotkaniu czarnobiałemu
o cuando divise este encuentro en blanco y negro...




w tle zarysy Sierry Nevady, najwyższych szczytów And wenezuelskich.
En el fondo la mas alta parte de los Andes venezolanos, Sierra Nevada

i dotarliśmy do zajazdu,  który  tego dnia był skąpany w słońcu.  Bluszcz obrasta dokładnie  kolumny na których opiera się dach jadalni. Wyraziłam mój zachwyt nad ich malowniczością....mój mąż kierujący się tylko funkcjonalnością wszystkiego co robi i co respektuje,   natychmiast zaripostował....bluszcz zniszczy kolumnę, cement i cegły zmurszeją, zgniją,  rozpadną się...  senior Bravo odpowiedział.....jeżeli tak się stanie po prostu postawię nową i pokryję znowu bluszczem! Boże, jak się ucieszyłam... ktoś ma identyczną jak ja opinię...i pomyśleć obydwaj   panowie są inżynierami a prezentują sobą takie, zupełnie różne indywidualności.    Brawo panie Bravo!

Llegamos a la posada, este dia tuvimos suerte, el sol iluminaba todo su ambiente. La hiedra cubrio totalmente las columnas que soportan el techo del comedor, exclame encantada , lo bonito que se ven asi,  mi esposo que en todo ve solo  la funcionalidad, inmediatamente respondio....la hiedra destroza el muro, se come el cemento, pudre los ladrillos!...a mi sorpresa el Señor Bravo respondio...si pasa esto, pongo otra columna y volvere cubrirla con la hiedra.....pienso exactamente igual!....dos ingenieros y dos personalidades tan distintas!!!   Bravo Señor Bravo!!!









                  Wszędzie królują rośliny, prawie wszystkie należące do środowiska w którym wybudowano  Braverę, czyli środowiska wysokogórskiego lasu deszczowego, panoszy się tutaj wiele gatunków  bromelii, storczyków, anthurium, paproci, mchów . 12 hektarowy las stanowi niezwykle bogaty, prywatny ogród botaniczny,  a pan Bravo chodzi dumny jak paw i opowiada o nim wiele historii. Przed obiadem polecił nam wejście  przez dżunglę na halę andyjską , mniej więcej pól godziny wspinaczki . Dostaliśmy torbę w której umieścił, jak to okreslił,  kit turysty, to znaczy trąbkę i czerwoną chusteczkę.  Omówił z nami detale ścieżki , w razie gdybyśmy się zgubili mieliśmy trąbić a czerwona chusteczka miała posłużyć do zawieszenia jej na drzewie w miejscu gdzie wyjdziemy z  dżungli na  halę, obawiał się bowiem,ze po spacerze na hali i podziwianiu widoków na Sierrę Nevadę z jednej strony a z drugiej na jezioro Maracaibo stracimy orientację i nie będziemy wiedzieć w jakim punkcie ponownie wejść w las by wrócić do zajazdu. Na koniec zaznaczył, że jeżeli na ścieżce spotkamy powalone drzewo to znaczy ,ze pomyliliśmy drogę i  trzeba wracać.

                En todas partes reinan las plantas, todas del lugar, de la selva nublada de las montañas altas, por donde miro veo bromelias, orquideas, anthurium, los helechoa, musgos...12 hectareas del bosque forma muy rico en especies , jardin botanico privado, Señor Bravo expresa constantemente su orgullo por su obra, tiene muchas historias para contar. Antes de almuerzo  recomendo subir al paramo andino por el caminito dentro de la jungla, media hora de paseo. Nos entrego, lo que el llamo, kit del turista, un bolso con una trompeta y un paño rojo. Nos describio el camino y para el caso de que nos perdamos recomendo sonar la trompeta,  el paño rojo es para amarrarlo en el arbol en el lugar de salida  de la selva al paramo. donde al caminar  se puede apreciar las vistas, de un lado hacia la Sierra Nevada, de otro, hacia el lago de Maracaibo, segun el  precisamente en el paramo es facil perder la orientacion, el regreso y la entrada a la selva estara marcada por el trapito rojo. 
Antes de comenzar la travesia nos dijo ...si en el camino se encuentran con un arbol caido, es que equivocaron la ruta, mejor entonces que se devuelven a la posada.


Jeden ze stu gatunków storczyków, które znajdują się w Braverze.
Uno de 100 especies de orquideas  que se encuentran en los alrededores de la posada


kwitnąca bromelia
Bromelia floreada



Kwiat passiflory pnącej się po  pniu  drzewa...
no i wchodzimy w dżunglę, tak wyglądała ścieżka.
Flor de passiflora enrollandose en el tronco del arbol.....
finalmente entramos a la selva, este es el caminito..



paprocie wysokie jak drzewa
Los helechos altos como los arboles



Woda ściekająca po gigantycznych kamienach, tutaj zwykle pluszczą się koliberki, ale niestety nie była widać ich godzina kąpieli
El agua goteando sobre  una roca gigante,  Sr Bravo dijo que aqui los colibri suelen darse el chapuzon, pero por lo visto no era la hora de darse un bañito.





jeszcze jeden , kwitnący storczyk
Otras orquideas floreadas





Niestety po prawie półgodzinnym przedzieraniu się przez gąszcz natknęliśmy się na powalone drzewo...grzecznie zawróciliśmy . 
Nie widzieliśmy panoram na wysokie szczyty ani na jezioro Maracaibo.
  
Despues de casi media hora de camino, nos encontramos con el fatidico arbol caido en nuestro paso, asi que obedientemente regresamos.
No hemos disfrutado de las vistas   hacia la Sierra Nevada ni al Lago de Maracaibo


Anthurium
Anthurium



jeszcze jeden storczyk
 otra orquidea mas


A ten kwiat mnie zadziwił, wygląda na orchideę, niesamowicie piękny, przytwierdzony do pnia drzewa
Esta flor me hechizo, parecia una orquidea, nunca antes la habia visto, increiblemente bella, adherida al tronco del arbol






koliberki jako element pejzażu
los colibri como un elemento mas del paisaje


fuksje też należą do tego środowiska,  ulubione kwiaty kolibrów, które spijając nektar równocześnie je  zapylają.
Las Fucsias...pertenecen tambien a este ambiente, son las flores favoritas de los colibri,  al chupar su nectar simultaneamente las polinizan..


jakiś robal , pewnie będzie z niego prześliczny motylek
un gusano ! seguramente se convertira en una bella mariposa


a w jadalni rzuciliśmy się bardzo zgłodniali na obiad...opamiętałam się dopiero przy deserze, szkoda bo warto było zrobić zdjęcia zupie kremowej z pomidorów ozdobionej listkiem miętowym i polędwiczkom wieprzowym w marynacie z owoców passiflory...deser to gotowany w syropie cukrowym rodzaj dyni, który w gotowaniu rozpada się na włókna , wyglądające jak splątane blond włosy, stad nazwa tej  dyni,  cabello de angel (włosy anioła)

Ya en el comedor, hambrientos devoramos el almuerzo, olvide de  mi rol de fotoreportera  ...no inmortalice ni  sopa crema de tomate con hojita  de menta, ni los lomitos de cochino marinados en el jugo de parchita...me di cuenta de mi descuido cuando llego el postre...un sabroso y bien aromatizado dulce de cabello de angel.


ozdobą jadalnianą był taki bukiet , a moja koleżanka i ja na koniec dostałyśmy od pana Bravo po wiązance tych kwiatów z okazji Dnia Matki...
Miasto Merida szczyci się takim sloganem..."Merida, miasto dżentelmenow", Pan Bravo urodził się w tym mieście i godnie reprezentuje swoje miasto.
Un adorno del comedor ..el  ramo de lirios.
Para cerrar con broche de oro nuestro Dia de la Madre fuimos obsequiadas por Sr Bravo con  ramitos de esta flor...Merida,  la ciudad de los caballeros, asi dice  su slogan, el Sr Bravo nacio en Merida y hace honor a este dicho.



Ten koliberek postanowił mi  pokazać swoje piękne upierzenie więc się skusiłam i poszalałam trochę pstrykajac mu zdjęcia
Finalmente hice caso omiso a mi promesa y tome fotos a este colibri, es que se empeño enseñarme su plumaje en  todo su esplendor!





czasem wychodzą takie wizerunki ptaków w ruchu...mnie się podobają.
a veces salen unas imagenes asi de las aves, a mi me gustan mucho...



pozdrawiam, saludos

czwartek, 16 maja 2013

La Bravera..po raz pierwszy ...La Bravera ...por primera vez


Dowiedziałam się o tym miejscu przez przypadek, znajduje się nie tak daleko od nas, po drugiej stronie Meridy...poszukałam w internecie i stwierdzilam, że to jest to! muszę tam dotrzeć. Zajazd prowadzony przez małżeństwo Bravo mieszkające w Caracas, ale spędzające dużo czasu w Andach. Trzeba dzwonić i wyrazić ochotę na odwiedziny,  miejsce położone jest w dżungli andyjskiej , gdzie nie ma zasięgu telefonicznego, więc należy dzwonić do Caracas albo zostawić wiadomość na komórce. zostawiłam takową i jakieś dwa dni poźniej dowiedziałam się, że w maju zajazd będzie czynny.  Zapowiedziałam się i pojechaliśmy. W sumie  około 60 km ale ostatnie 18 km  robi się w 45 minut,  trudny teren , droga bardzo zaniedbana, ostatecznie 2 godziny jazdy. Nie mniej widoki piękne , piękne zieloniutkie pastwiska , i pasące się dorodne krowy, jakiś staw wśród malowniczych pejzaży. W końcu dotarliśmy, i natychmiast wpadłam w zachwyt a kiedy ujrzałam koliberki  fruwające jak oszalałe wokół poidełek, znieruchomiałam i w zasadzie już nie interesowało mnie nic więcej. Znajdowalismy sie na wysokości 2400m nad poziom morza, oznaczało to ,że poznam nieznane mi dotąd gatunki kolibrów.

Casualmente supe de este lugar. Al darme cuenta que no esta  lejos de donde vivimos, comence la  buscada en el internet, la informacion que obtuve me llamo mucha atencion, asi que decidi visitar La Bravera,  una posada ubicada dentro de un bosque nublado a la altura de 2400msnm. Los propietarios señores Bravo  viven en Caracas, pero la mayoria de su tiempo lo pasan en Los Andes, piden  anunciar las visitas, sin embargo  en el lugar no hay señal telefonica asi que deje un mensaje en su telefono celular  y espere la respuesta. Dos dias despues me llamaron e informaron que en mes de mayo estara el señor Bravo en la posada. Comenzando el mes nos dirigimos  al lugar distanciado  escasos 60 km de la casa, los cuales se hacen en dos,horas, los ultimos 18 estan en tan mal estado que atravesarlos dura 45 minutos, pero las vistas son espectaculares, los prados llenos del pasto, las vacas  hermosas, un laguito pintoresco , todo esto hace  el viaje  agradable. Al llegar me encante  con todo al instante , y al ver los colibri moviendose en todas las direcciones en busca de nectar de azucar dispuesto en comederos  , quede sin aliento y ya no cambie de lugar tratando de fotografiar esta maravilla.


Trochę zdjęć zajazdu zachowującego styl andyjskich zabudowań.
Un poco de fotos de la posada construida en el estilo andino.








Przestronna jadalnia, gdzie pan Bravo oferuje obiady przygotowane własnoręcznie, żona w tym czasie przebywała w Caracas. Pięknie zastawiony stół, w jego centrum szykowne bukieciki...

Espacioso comedor, donde el Señor Bravo sirve el almuerzo preparado personalmente, la esposa estuvo con sus nietos en Caracas. La mesa bellamente puesta, en el centro un encantador ramito de flores.



Przepiękny ogród, na wpół dziki, otaczający zabudowania
Hermoso jardin , con las plantas del lugar, rodeando las cabañas de la estancia.


Takiej kwitnącej passiflory jeszcze nie widziałam, senior Bravo powiedział , że zwie się ona Passiflora Gritensis

Por primera vez vi esta especie de passiflora, el señor Bravo nos dijo que se llama Passiflora Gritensis


                  a jak koliberki zaczęły posilać się jej nektarem , moje uczucie szczęścia sięgnęło zenitu..
Cuando los colibries comenzaron deleitarse con su nectar, me puse extremadamente feliz!



Przedstawiciel andyjskich kolibrów, lordzik pomarańczowogardły,  żyjący tylko w Andach wenezuelskich i kolumbijskich..zobaczyłam go po raz pierwszy i oniemiałam z zachwytu...już nie ruszyłam się nigdzie , zajełam się obserwacją ptaszków.
El representante de los colibries andinos, Angel de Sol Cuelliocre, habita solo las montañas venezolanas y colombianas. Lo vi por primera vez y no deje de perseguirlo! quede en lugar y comence la obserwacion de los colibritos.


To jest jego samiczka, jak zwykle damy koliberkowe są mniej kolorowe
Esta es su hembra, como sucede en esta familia las damas muestran menos colorido.












Elfik wstęgoszyi...ten czasem pokazuje się w moim ogrodzie...
El colibri inca acollarado...a veces visita tambien mi jardin





 

Jego samiczka trochę inna...
su hembrita un poco diferente...


przysiadła pod misternie zawieszonymi firankami  z drobniutkiej paprotki.
Se poso  debajo de unas cortinitas de helecho  muy  cuidadosamente dispuestas.


Amorek zielony, jakiś taki zawstydzony a mnie się spodobały jego biale gaciuszki
Colibri Cabecidorado, parece apenado, pero a mi me gustaron sus pantaloncitos blancos









Uszatek niebieskobrzuchy...bardzo częsty gość także w moim  ogrodzie
El Colibri Orejivioleta Grande... muy frecuente visitador tambien de mi jardin









Ten koliberek jest  bardzo piękny! zapylak lazurowy, czasem  pokazuje się  i u mnie, ale inne koliberki odpędzają go bardzo skutecznie...a szkoda bo jest wyjatkowo piękny
Este colibri es demasiado hermoso, es  Colibri Inca Ventrivioleta, a veces lo veo en mi jardin, pero otros colibries lo espantan inmediatamente...que lastima ...me gustaria disfrutar de su belleza.





Komecik zielonosterny, też często bywa  u mnie.
Colibri Coludo Azul, con frecuencia se posa en las flores de thumbergia de mi jardin.



Elfik złotawy , endemiczny gatunek And wenezuelskich, dał się sfotografować tylko przy  poidełku

Colibri Inca alirrufo, una especie endemica de Los Andes Venezolanos, pude fotografiarlo solo en el comedero.


Nadszedł  czas żeby coś zjeść...Pan Bravo podał trzydaniowy obiad... na końcu kawę , zaczęło siąpić , tak to  zwykle się dzieje w lesie deszczowym, pora jechać  do domu.... postanowiłam wrócić , i już w niecały tydzień byłam tam znowu, z mocnym postanowieniem , że nie będę już zajmować się obserwacją koliberków tylko rozglądnę się po ogrodzie, który uważany jest za botaniczny i jest pod opieką Uniwersytetu Andyjskiego w Meridzie, ale o tym w następnym poście.

Llego el tiempo de almorzar..Señor Bravo sirvio tres comidas, sopa, segundo plato y el postre, terminamos con el cafe colado, comenzo lloviznar, como sucede en estas alturas y en el bosque lluvioso,...asi que llego tiempo de irnos  ...pero prometi regresar ...no paso una semana cuando ya estuve de vuelta con la firme promesa de no concentrarme en la fotografia de los colibri...quise visitar el jardin considerado por la Universidad de los Andes  en Merida com jardin botanico..pero de esto escribire en el siguiente post.

Żegnajcie koliberki!  
Adios colibries!

                                              pozdrawiam y saludos