''Tym razem musisz zostać w Porto na festę Sao Joao'' zarządziła moja córka , nie opierałam się , jestem bardzo chętna na uczestniczenie w tradycyjnych obrzędach, gdziekolwiek by to było.
W Portugalii już bawiłam trzy tygodnie, jeszcze tydzień?...chętnie.
Przerywam więc opowieści marokańskie, mam nadzieję wrócić do nich, tym bardziej, że jest w nich najlepsza dla mnie część...Sahara i wielbłądy.
Świętowanie przesilenia letniego w nocy z 23 na 24 czerwca to , odważę się stwierdzić, najpiękniejsza i najważniejsza celebracja w Portugalii, obchodzona jeszcze za czasów pogańskich jako święto płodności i obfitości plonów, celebracje miały wspomóc słońcu w wysiłku na realizację najdłuższego dnia w roku , potem kościół katolicki zaadoptował to święto jaki dzień św. Jana, do dzisiaj na całym świecie obchodzi się przesilenie letnie bardziej lub mniej religijnie
W Porto ma charakter wyjątkowy, przygotowuje i czeka się na ten dzień na kilka tygodni przed, ta festa jest ważniejsza od celebracji nowego roku. przystraja się ulice , wiesza iluminacje, wszędzie stawia się doniczki z miniaturowymi bazyliami, w doniczki wtyka proporczyki z wierszykami często traktującymi o miłości...piecze ciasta, łowi sardynki w ilościach nie do ogarnięcia by je potem piec i delektować się nimi i te zdumiewające młotki, zastąpiły one dawniejsze długie łodygi porów czy kwitnących czosnków, plastikowymi młotkami uderza się w głowy napotkanych zabawowiczów.
Kilka dni wcześniej zamieszkaliśmy w niedalekiej od Porto Vila do Conde... tam też już było bardzo świątecznie, wszędzie motyw manjerico czyli miniaturowej bazylii - bazylii greckiej, uważanej w Portugalii za roślinkę dla zakochanych, kiedyś zakochany chłopak darował ją swojej dziewczynie a ona starała się chuchać na nią przez rok by zasłużyć na nową a jest to roślinka nadzwyczaj delikatna i trudna do utrzymania..
''Esta vez tienes que quedar una semana mas para participar en la fiesta de San Juan'' dijo mi hija después de tres semanas. de estar en Portugal...no tuvo que repetir dos veces, claro que quedaré, me encantan las fiestas tradicionales, los disfruto enormemente.
Por lo tanto hago pausa en los relatos sobre el viaje a Marruecos, espero regresar al tema después.
Solsticio de verano suele ser celebrado en mundo entero, tiene raices paganas, fue una fiesta de la luz, fertilidad, en espera de buenas cosechas., fue adaptada por la iglesia católica como el día de San Juan.
En Porto su celebración es extrordinaria, me atrevo decir que es la mejor del año, las preparaciones comienzan unas semanas antes,, las calles se adornan, aparecen lindas iluminaciones, por donde uno pasa huelen las maticas de albahaca acompañadas de versos con frecuencia alusivas al amor
Unos días antes estuve en Vila do Conde, cercana a Porto, alli todo indicaba, que la fiesta es muy esperada por sus habitantes., paseé por la calles ya iluminadas , todo auguraba una buena celebración.
Niezliczone ilości manjerico, wszyscy ozdabiają nimi swoje domy.
Las plantas de albahaca , símbolo de la fiesta, imposible no llevarse a la casa algunas.
W oknach też jest świątecznie.
Las vetanas adornadas.
Spotkałam w Vila do Conde coś w rodzaju szopki .
En Vila do Conde encontré una presentación dedicada a San Juan parecida a los nacimientos realizados durante los festejos de la navidad..
ale najpiękniej bawią się w Porto... zaczyna się 23 czerwca. po południu, najpierw kupuje się ten młotek, uderzając nim w głowy spotykanych ludzi wydaje on piszczący dźwięk... te odgłosy młotkowe rozlegają się w całym mieście.
Pero la mejor fiesta es la del Porto... 23 de junio por la tarde comienzan las celebraciones, obligatoriamente hay que comprar el martillo de plástico, con el cual se golpea las cabezas de todos que se atraviesan en el camino ..
Muzyka rozbrzmiewa wszędzie.
Música suena en cada rincón de la ciudad .
Policja zamyka dla ruchu praktycznie całą centralną część miasta.
La policía cierra el tráfico en el centro de la ciudad.
Miasto zostaje oddane ludziom, zaczyna się świętowanie, dymy i zapachy na ulicach , to grillowane sardynki, pieczone wszędzie, często na improwizowanych paleniskach.
La gente se adueña de los espacios citadinos, huelen las sardinas a la brasa, el olor a pescado abre el apetito de los transeuntes.
Młotki obecne nawet na biesiadnych stołach.
Los martillos fingen de centros de mesa.
Jeszcze wcześnie ale ulice już czekają.
Las calles decoradas con los banderines de colores esperaban a los participantes de la fiesta.
Preparadas las sardinas .
Comenzó...
A martillar!!!
Trzeba było przyklęknąć by ta malutka mogła uderzyć w moją głowę.
Tuvé que agacharme para que esta niña golpeara mi cabeza.
To te łodygi, rzadko ale jeszcze można było znaleźć osoby sprzedające te roślinki.
En el pasado en lugar de los martillos se usaban las flores de ajo , todavia pude ver algunas personas vendíendolas,.
Ta pani, pewnie żona rybaka, sprzedała już wszystkie sardynki, zaczęła więc sprzedawać młotki a głośna muzyka poderwała ją do tańca z przygodnym fiestowiczem.
La señora después de vender todas sus sardinas siguió ofreciendo los martillos y como en el ambiente sonaba la música lo hizo bailando.
Sardynkowe dymy.
Humo , brasas y olor a pescado por todas partes,
Na drugim brzegu rzeki też się działo, moja córka nie odważyła się tam mnie zaprowadzić bo tłumy są ta duże, że powrót przez Most Luisa I robi się praktycznie niemożliwy, podobno kiedyś , w którąś noc świętojańską, przeszła na drugi brzeg i przedzierała się przez most 1,5 godziny.
En Vila Nova de Gaia, del otro lado del rio, los festejos fueron igualmente multitudinarios, mi hija no se atrevió atravesar el puente Luis I recordando que lo hizo una vez y el regreso a Ribeira le tomó casi dos horas , abrirse el paso entre tanta gente fue una verdadera proeza.
A więc zostałyśmy po stronie Ribeiry
Quedamos del lado de Ribeira.
Na ulicach te ruszty z sardynkami.
Las sardinas por todas partes, en cada calle.
Zapadł zmrok i nastał tak bardzo oczekiwany czas puszczania lampionów, unosiły się ku niebu z życzeniami i marzeniami tych , którzy te lampiony przytaszczyli.
Anocheció, llegó el tiempo muy esperado de los globos ...cada globo cargado de deseos, sueños y anhelos de la gente que los soltaba al cielo..
A o północy, też bardzo oczekiwany, pokaz sztucznych ogni puszczanych z Mostu Luisa I... oglądałam je już z domu, robiłam zdjęcia patrząc w ekran telewizyjny, musiałyśmy wracać bo mała Fofi po 6 godzinach włóczenia się po mieście była bardzo zmęczona, kiedy w końcu dotarłyśmy do samochodu natychmiast padła, zasnęła w oka mgnieniu, zachowała się bardzo dzielnie i solidnie waliła w głowy wszystkich, którzy jej stanęli na drodze a oni nie pozostawali jej dłużni.
Ja też dostałam swoje, byłabym mocno zawiedziona, gdybym była niezauważalna dla młotkowiczów.
En medianoche desde el puente Luis I comenzó es espectáculo de fuegos artficiales, pero nosotros después de 6 horas de caminar por la ciudad sentimos que Fofi, mi nieta, estaba muy cansada, tuvimos que regresar a casa, Fofi quedó dormida al montarse al carro...fue muy valiente caminando tanto, gastando su energías en golpear a todos que se le atravesaron en el camino. Los fuegos artificiales disfruté viendo la televisión y las fotos tomé de la pantalla..
Na drugi dzień na obiad były oczywiście sardynki i to w pobliżu plaży atlantyckiej.
El día siguiente - el almuerzo , por supuesto las sardinas en brasa.
Natychmiast pojawiały się mewy na ulicach gdzie grillowano rybki i oczywiście usiłowały uczestniczyć w uczcie.
Los restaurantes que preparaban las sardinas en la calle enfrentaban unos verdaderos asaltos de las gaviotas ...
Przemiłe święto , chyba najpiękniejsze jakie dane mi było przeżyć.
Sin duda alguna una increible fiesta, creo, que la mejor que he vivido hasta ahora...
Pozdrawiam y saludos
Przydalby mi sie taki mlotek, namietnie wybijalabym ludziom z glowy wszelkie glupoty, a do tego jeszcze piszczacy... no zyc nie umierac! Nie przestawalabym go naduzywac :))) Dzieciaki musza miec wielka radoche, kiedy moga doroslych walic tymi mlotkami bezkarnie po glowach, a dorosli musza nawet przed nimi przyklekac, kiedy raczka za krotka. :)))))
OdpowiedzUsuńWidze tez akcenty niemieckie, Erdinger Weißbier na parasolu.
Lomatko, jaka ta Fofi juz dorosla! Bez dzieci czlowiek by nie zauwazyl uplywu czasu.
A taka grilowana sardynke to chetnie bym wciagnela.
Mogę Ci taki sprawić, taki młotek, ale zaznaczam, że jest jak harmonijka więc uderzenie nie jest zbyt mocne a wręcz odwrotnie, jest prawie jak pieszczota dźwięk może nie jest zbyt wyszukany. przy tym waleniu w głowę jest okazja by sobie porozmawiać z nieznajomymi, a było tam towarzystwo z całego świata..
UsuńPisząc jest bardzo trudno odtworzyć nastrój tego dnia, ale było niezwykle przyjaźnie, życzliwie, radośnie, ludzie uśmiechnięci..o jak mi tam było dobrze.
Ale jesteś spostrzegawcza, piwo było najpopularniejszym napojem, trochę się zdziwiłam bo Portugalia to przecież wino...ale na takie uliczne zabawy piwo jednak lepsze.
Sardynki super ale trzeba umieć je jeść, mój zięć Portugalczyk dał mi lekcję pozbywania si ości.
Fofi już jest panienką i jest przemiłym, naijukochańszym dzieckiem.
Świetna zabawa, takie święto humoru i radości typowe dla południowych krajów. Niestety, jako mizofonik nie wytrzymałabym tego stukania młotkiem w głowę, stukanie jeszcze może bym przeżyła, ale tego pisku na pewno nie. Z jednej strony zazdroszczę Ci, że to przeżyłaś, z drugiej wiem, że chyba bym nie chciała... ale święto naprawdę fantastyczne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.:))
Wiesz..można było znaleźć miejsce bardziej oddalone od tłumów, Porto leży na wzgórzach , więc z punktów widokowych można było sobie oglądać cały ten rejwach, nawet co bardziej tarasowe hotele sprzedawały miejscówki na tarasach, przy stolikach z winem i widokiem na świetujące miasto.
UsuńŚwięto jest warte przeżycia.
Ściskam swedecznie
Wszystko świetnie, ale DLACZEGO bije się obcych ludzi czosnkiem/cebulą/młotkiem po głowie? Na szczęście w miłości? Znalazłaś wytłumaczenie?
OdpowiedzUsuńPięknie i pogodnie to wszystko wygląda.
...''Pero, ¿qué tiene que ver San Juan con los martillos? Poco, la verdad. Sin embargo, uno no vive la noche del 23 al 24 de junio como un portuense si no recibe y da unas cuantas marteladas. Esta tradición comenzó en 1963, cuando un industrial de la ciudad, llamado Manuel Boaventura, creó el juguete del martillo y lo ofreció a los estudiantes en la fiesta de la Queima das Fitas. Tras el éxito, los estudiantes volvieron a sacar los martillos a la calle en la noche de San Juan, y al año siguiente más gente quiso unirse a esa curiosa costumbre de saludarse con un amistoso golpe de martillo en la cabeza. A los cinco años, los martillos inundaban completamente la ciudad, y el ayuntamiento trató de prohibirlos alegando que no formaban parte de la tradición..''
Usuń..
Młotki były używane przez studentów kończących studia, bylo i jest to zwiazane z paleniem wstążek, których kolory symbolizowały poszczególne fakultety, kiedyś wymyślono te młotki by fiesta nabrała wigoru, studenci zaczęli chodzić z młotkami także w noc św. Jana i tak się to młotkowanie spodobało, że od tej pory nikt sobie nie wyobraża świetowania bez młotków. Urząd miasta próbował zakazać tego procederu jako nie związanego z tradycja ale poniósł kompletną porażkę. młotki opanowały Porto w czasie festy de Sao Joao
Pozwolę sobie dorzucić :)
UsuńWydaje mi się że bicie kwieciem czosnku pokrewne jest naszemu ludowemu zwyczajowi biciem palmami wierzbowymi.
Znalazłam cuś takiego
"... Już po wyjściu z kościoła mali chłopcy uderzali się palmami po głowie mówiąc przy tym rymowankę, która miała zapewnić siły, zdrowie i urodę:
– Nie ja bije, palma bije, za sześć noc Wielka Noc!
Po powrocie do domu smagano nią domowników i zwierzęta. Rytuał miał pobudzić siły witalne uderzanego..."
https://nid.pl/2023/03/31/nie-ja-bije-palma-bije-za-szesc-noc-wielka-noc/
W tym uderzaniu kwiatami czosnku też pewnie pierwotnie chodziło o pobudzenie sił witalnych uderzonego, no a z biegiem czasu wymieszało się kilka różnych tradycji...
Jak widzisz ludowe zwyczaje mogą mieć podobne zródła, gdzieś przeczytałam , ze te czosnki czy pory związane są z płodnościa...ale nie wiem...trzeba się zgodzić, że wszystko to jest sympatyczne.
UsuńTakie uczucie wspólnoty z życzliwymi uśmiechniętymi ludźmi ładuje nasze akumulatory, tym bardziej jak połączone jest z sympatycznymi i zabawnymi obrzędami :)
OdpowiedzUsuńNurtuje mnie jednak pytanie co dzieje się potem z tymi tonami pneumatycznych młoteczków, nie walają się po ulicznych zakamarkach?
Grażyna ty to jesteś "nie do zdarcia" ja po 6 godzinach imprezowania, to bym padła tak jak z Fofi ;)
Tak, poczułam się wśród tych ludzi bardzo komfortowo, nie doświadczyłam takiego uczucia już dawno, tyle serdeczniści i miłych słów...
UsuńMario..zdzieram sie, zdzieram, tylko moja córka nie przyjmuje tego faktu do wiadomości., a ja staram się jej nie zawieść. Póki co mi się to udaje.
Cudowna przygoda 😊
OdpowiedzUsuńA młotki mnie zaintrygowały 😊
Szczerze przyznam, ze jadłam przeróżne ryby ale sardynek jeszcze nie próbowałam, jakos tak dziwnie się z tym czuje 😊
Pozdrawiam serdecznie 💗
Orszulka
Intrygują te młotki ..ale w końcu człowiek się do nich przekonuje i wali nimi po głowach a ofiary młotkowania są z tego powodu bardzo zadowolone i płacą uśmiechem albo też uderzeniem młotkiem.,
UsuńSardynki...na pewno kiedyś doświadczysz ich smaku.
Pozdrawiam równie serdecznie
Pięknie się prezentujesz w obrzędzie mlotkowania. Osobiście wolałabym łodyżkę czosnku. Współczuję wszystkim narażony na tak dramatyczne dźwięki. Poza tym impreza świetna, bazylia, lampiony i sztuczne ognie. Dobrze, że to widziałaś. eR
OdpowiedzUsuńdzięki za ''pięknie wyglądasz'' telefon wygładza twarze...myślałam i Tobie i tych dźwiękach, byłoby ciężko, chociaż czy ja wiem...cieszę się, że zostałam i zobaczyłam tę fiestę i chciałabym jeszcze raz jej doświadczyć, nie mogłam uczestniczyć w paradzie rabelos , czyli łodzi do przewożenia beczek z winem na rzece DOURO , stare , piękne łodzie
UsuńTaka parada łodzi to na pewno widok nieziemski. Warto to zobaczyć następnym razem. eR
UsuńOj tak, musiałam wybrać, uczestniczyć w zawodach hippicznych gdzie brała udział moja wnuczka czy polecieć nad Douro i oglądać paradę rabelos, oczywiście wygrała wnuczka.
UsuńEgzotycznie.
OdpowiedzUsuńwłaśnie..i tylko tyle?
UsuńPrzy niedzielnym upale (33°C) i tak dużo z siebie wykrzesałem :D
UsuńNo to Ci przebaczam...33 stopnie mnie tez eliminuje z życia...😊
UsuńCudownie Grażynko...
OdpowiedzUsuńFantastyczna impreza, która okrasiła Twój pobyt. Fajnie jest odkrywać tradycje w innych krajach, i być w samym środku świętowania.
Nasze słowiańskie obrzędy też są cudowne, chociaż nie tak spektakularne... Chciałabym kiedyś wybrać się pod Ślężę na takie słowiańskie świętowanie...
Pozdrawiam gorąco...
Ciągle mam wrażenie, że to była impreza na której najlepiej się czułam jeżeli chodzi o imprezy życiowe w których uczestniczyłam.. O nocy świętojańskiej na Ślęzy słyszałam, chętnię też bym tam fiestowała. Pozdrawiam serdrcznie
UsuńBardzo podobało mi sie w Portugalii i moim zdaniem mają tam bardzo dobre jedzenie.
OdpowiedzUsuńTo tak jak mnie...
UsuńOjej, zupełnie inne obyczaje świętojańskie:-) nasze takie przaśne, z wiankami, ziołami, ogniskami i pewnie wolną miłością:-) dlatego po 9 miesiącach rodziło się tyle dzieci, a zwłaszcza w okolicach marca, kiedy wracały bociany, stąd też powiedzenie, że bocian dzieci przynosi:-) moja siostrzenica mieszka w Barcelonie, koszmarnie wspomina to święto, bo pies prawie oszalał od wybuchów sztucznych ogni, jak w naszego sylwestra. Ślicznie wyglądacie, trzy pokolenia dziewczyn; serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTak zupełnie inne, Portugalia jednak leży na dalekom dla nas zachodzie i jest inna i to jest fajne.
Usuńbardzo mi się spodobało to co napisałaś o wolnej miłości w noc świętojańska i o bocianach co to przynoszą dzieci. 9 miesięcy później....
Te ognie sztucznie ciągle wzbudzają zachwyt I sprzeciwy....😯
Pozdrawiam serdecznie.
Pozdrawiam serdecznie ...wrociłam
OdpowiedzUsuńo..to dobrze...tez pozdrawiam
UsuńNiesamowite te Twoje przeżycia Grażynko. Masz teraz tyle wspomnień. A najfajniejsze to to zdjęcie na którym jesteś z wnuczka a ktoś Cię młotkiem w główkę uderza....
OdpowiedzUsuńA czy pamiętasz że jestem zachwycona Porto????
Stokrotka
A pamiętam, a i Portugalią cała też...tak jak ja...
UsuńCiekawe i jakże inne niż nasze świętojańskie zwyczaje. Kiedyś byliśmy z żoną na wiankach w Krakowie i ten nasz zwyczaj też mi się podobał. Smak grillowanych sardynek poznałem w Grecji i od razu przeniosłem się w czasie. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńMnie wszystkie takie zwyczaje, obrzędy niesamowicie mnie ekscytują...pozdrawiam serdecznie
UsuńPozazdrościłem Portugalczykom, bo u nas w tę noc niewiele się dzieje. Ciekawy zwyczaj z tym „młotkowaniem” ludzi, ale czyż nasz stary zwyczaj polewania się wodą w wielkanocny poniedziałek też nie jest oryginalny?...
OdpowiedzUsuńGratuluję uczestnictwa w tak radosnej imprezie!
Krzysztof Gdula
Ciągle to wspominam niezwykle ciepło...a w wielkanocny poniedziałek kiedyś zostałam wrzucona do stawu...też fajne wspomnienie...pozdrawiam
UsuńGrażynko twoja opowieść jak zawsze magiczna. Oczarowałaś mnie tą Portugalią na całego. Od dawna marzę o odwiedzeniu tego kraju. Coś wspaniałego. Przecudowna relacja pełna klimatycznych zdjęć.
OdpowiedzUsuńKasinyswiat
Kiedyś do Portugalii dojedziesz...o zachwycisz się tym krajem..ściskam serdecznie
UsuńTo młotkowanie tez mi się spodobało, frajda nie tylko dla młodych 😊 noc swietojanską obchodzi się hucznie w Krakowie, ale nie aż tak, nie w całym mieście, są pokazy nad Wisłą, ale dawno ich nie widziałam. Czekam na Saharę i wielbłądy:)
OdpowiedzUsuńmam jakiś paraliż blogowy, ale Saharę może jeszcze z siebie wyduszę...
Usuńwianki w Krakowie z przyjemnością bym doświadczyła...serdecznie pozdrawiam
Wielbłądy właśnie obejrzałam, zachwycające:) a Kraków mogłabyś sobie zapisać na liście do zobaczenia, nie tylko Wianki są tego warte:)
Usuńwianków nie widziałam ale Kraków dość dobrze znam i dość często do niego wracam, bawiłam się w badania w Instytucie Fizyki Jądrowej przez cały rok...
Usuńkiedyś wybrałam się autobusem na kawę do krakowskiej Cafe Lisboa , musiałam sprawdzić czy maja pasteis de nata takie jak w Portugalii, były takie, potem wróciłam do Warszawy..uwielbiam Kraków
Nie wiedziałam, nie znałam też tej kafejki, ale skoro polecasz, to notuję i zaglądnę na kawę, jak tylko upały miną :) pozdrawiam z Krakowa:)
UsuńPoczujesz się troszkę jak w kawiarni w Portugalii, mam nadzieję, że pasteis i kawa dalej są tak dobre...daj znać
Usuń😊
UsuńAle fajne świętowanie, ten dym trochę mnie zaniepokoił przez chwilę (zadymy w Warszawie...) ale jak zobaczyłem Cię uśmiechniętą - to wszystko jest ok :) Pozdrowienia, także od mamy Zosi!
OdpowiedzUsuńŚciskam mamę ZOsię...pozdrawiam wszystkich
UsuńŚwietna impreza! Fantastyczna! Nie od dzisiaj wiadomo, że Portugalczycy lubią i umieją świętować. Nie sposób się nie ucieszyć na myśl o walce na młotki, też bym sobie nie żałowała bo to wielka frajda i super zabawa nie tylko dla najmłodszych, kupiłabym duży młotek :). Grillowane sardynki uwielbiam i zawsze ale to zawsze jem jak idziemy do portugalskiej restauracji, to jest chyba jedyna restauracja, w której od razu wiem co będę jeść i nie mam dylematu co zamówić.
OdpowiedzUsuńSpędzenie Nocy Świętojańskiej w Porto wskoczyło teraz na listę moich marzeń.
Pozdrawiam cieplutko.
O..polecam tę noc i następne dni w Porto, mnie umknęła parada rabelos, lodzi z beczkami wina ...więc muszę tam wrócić na to święto...pozdrawiam serdecznie
UsuńWow, jaka impreza:-) U nas jest miejskie święto, które trwa ponad tydzień we wrześniu - Winobranie, ale nie jest tak wesoło jak na Twoich zdjęciach:-) I te sardynki...mniam:-) Oj muszę zaplanować kiedyś wyjazd do Porto w tym czasie:-)
OdpowiedzUsuńP.S.
Przypomniało mi się Grażynko, że miałyśmy razem robić arepy, może tak wirtualnie byśmy zrobiły?:-)
Arepy...a może w czasie jakiejś wizyty w Warszawie , Twojej, zabierzemy się do arep. zapraszam
UsuńUna fiesta preciosa que no conocía, tal vez vaya el año que viene, me ha encantado. Abrazos.
OdpowiedzUsuńTienes cerca...vaya, es maravillosa
Usuń