Było kllka wycieczek trailami, jedna z bardziej ciekawych była szlakiem Lion's Head Lookout , który prowadzi na klify jeziora Huron... wybraliśmy się na pólwysep Bruce Peninsula, oddalonej o 200 km od domu bratanicy. Na szlak dotarliśmy wcześnie rano kiedy jeszcze temperarury były względnie znośne. Przy wejściu na na szlak, ostrzeżenie... w okolicy bywają niedżwiedzie a także można się natknąć na grzechotniki, jeżeli chodzi o niedżwiedzie to najlepiej poruszać się w grupie,,a tak w ogóle wejście na szlak na własną odpowiedzialność.
Byliśmy sami, czekałam, aby zjawiło się więcej chętnych na spotkanie z niedźwiedziem, i tak się mniej więcej po godzinie stało , poczułam się znacznie lepiej.
Ścieżka wiodła lasem, kamienista, pokryta korzeniami, niełatwa,
Hubo, durante mi estancia en Canadá, unas cuantas salidas a los senderos, llamados alli trails, uno de los mas interesantes fue llamado Lion's Head Lookout, el cual conduce a los cliff del lago Huron...el día antes nos desplazamos 200 km desde la casa de mi sobrina a la Península Bruce... al día siguiente muy temprano a las temperaturas todavía soportables nos presentamos en la entrada al trail, donde nos topamos con esa advertencia...en la zona se han visto osos por lo tanto se recomienda andar en grupos y además es posible toparse con los cascabeles aqui presentes y finalmente - la decisión de iniciar el camino es a su propio riesgo ...hmmm...al comienzo fuimos los únicos en el sendero, cuando una hora mas tarde aparecieron otras personas respiré con alivio.
El camino fue algo dificil, pedregoso lleno de rocas y raices.

Cześć Grażyna! Cieszy mnie ten wpis, przepiękne widoki - chodziłabym tam, choć wiadomo - upał trochę męczy bardziej niż sam długo spacer. Pozdrowienia serdeczne, także od mamy Zosi!
OdpowiedzUsuńcześć Tomku...chodziłbyś, chodziłbyś, nawet w upale..pozdrawiaaam... i Zosię !!!!
UsuńNo te widoki Mazur już raczej nie przypominają, chociaż ja Mazury oglądałam właściwie to tak bardziej hmmm "punktowo" nie jestem więc w pełni rozeznana co do ich widoków.
OdpowiedzUsuńTe skaliste klify robią imponujące wrażenie, jednakoż jeśli się dołoży do tego upał to ja jednak wolałabym jakiś pływajłem po wodzie się przemieszczać. Klify widziane z poziomu wody też na pewno imponująco wyglądają :)
Pewnie słyszałaś o nagonce na niedźwiedzie, szczególnie w Bieszczadach, w tym roku szczególnie zajadłą. Cenię sobie bezpieczeństwo, jednak las do kraina zwierząt, one są tam u siebie, więc jeśli wchodzę do ich domu to muszą się liczyć z tym że może być emocjonująco a nawet bardzo niebezpiecznie. Arteńka opowiadała że ona chodząc samotnie po Bieszczadach to sobie śpiewała, aby powiadomić niedźwiedzie o swojej obecności :)
Chyba na Mazurach takich klifów nie ma, Darek chyba nam to wyjaśni,.
Usuńpływajło dla nas było by trudno więc marsz był rozwiązaniem.
Jeżeli chodzi o niedźwiedzie to zgadzam się z Tobą w 100 procentach, można na trasach wieszać na plecaku dzwonek, kiedyś tak zrobiliśmy z bratem w Górach Skalistych.
Maria mnie ubiegła i w ocenie krajobrazu (ta część faktycznie wygląda bardziej egzotycznie - jezioro rozległe jak morze robi wrażenie) i zachwalaniu możliwości spotkania z niedźwiedziem w Bieszczadach :D
OdpowiedzUsuńA więc klifów nie ma na Mazurach, jeziora w Ontario są jak morza, fakt, niedźwiedzie są kochane i wzruszające swoją urodą ale lepiej podziwiać je z dużej odległości. ; D
UsuńDzień zaczęty od tak pięknej wycieczki musiał być fajny. Widoki z klifu nie mają sobie równych. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńoj był piękny ...wróciliśmy do domku wynajętego na brzegu Huronu i upał zwalczaliśmy piwem ja bezalkoholowym a na jeziorze pluskały sie bernikle, pięknie...pozdrawiam serdecznie
UsuńOch, wreszcie:) Bo już się martwiłam, tak długo Cię nie było:) W tym roku, gdzie się nie ruszyć, tam upały. Mam nadzieję zobaczyć więcej wpisów o Twojej podróży.
OdpowiedzUsuńJestem... byłam w ruchu , a kiedy miałam trochę czasu to odpoczywałam, upał też był powodem mojej niepracowitości i braku motywacji do czegokolwiek : D
UsuńJednak "spacerki" i spacery były, czyli nie do końca takie leniuchowanie. Widoki wspaniałe, a upał jak wszędzie., mój mąż byłby zachwycony i nawet proponował mi taki wyjazd, ale ja się nie piszę, a raczej moje wygodnictwo, na taką eskapadę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Serdecznie.
napisałam...może nie całkiem leniuchowanie,...to było to nie całkiem... :D
UsuńDaj się namówić na eskapady...czasem, bywa fajnie
Ściskam serdecznie
Ależ piękna i pełna emocji wyprawa! 😊 Sam szlak brzmi niezwykle ciekawie, a widoki na klify jeziora Huron musiały wynagrodzić cały trud kamienistej, korzeniastej ścieżki. Podziwiam odwagę, szczególnie przy ostrzeżeniach o niedźwiedziach i grzechotnikach! 🐻🐍 Natura potrafi być piękna, ale też przypomina, że trzeba mieć do niej respekt. Wspaniale, że po godzinie pojawili się inni wędrowcy — od razu raźniej! Czekam na dalszą część tej niezwykłej historii i oczywiście na zdjęcia. 🌿❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe slowa...postaram się jeszcze coś z siebie wydusić, mam ciągle za mało czasu. pozdrawiam
UsuńPiękne klify! Fajna wyprawa. Zazdraszczam, bo ja ostatnio nieco uziemiona.
OdpowiedzUsuńPozdrówki
Witam Tupajko, ja w tym roku wyjazdów miałąm bardzo duzo i jeszcze nieżle mnie w tym wzgędzie czeka..ŚCISKAM
UsuńRzeczywiście widoki nieziemskie.
OdpowiedzUsuńAle ja przede wszystkim cieszę się z Twojego powrotu do blogosfery. Bardzo za Tobą tęskniłam:-)
Stokrotko...jestem ale ciagle gdzieś w rozjazdach i chyba tak będzie do końca roku a nawet i w tym nowym . bo już mam jakieś tego oznaki...sciskam serdecznie
OdpowiedzUsuńPiękne krajobrazy.
OdpowiedzUsuńOj tak...pozdrawiam serdecznie
UsuńParece un bonito recorrido, me ha encantado. Besos.
OdpowiedzUsuń